Baca napisał(a):Jak posiedzisz na skale w śniegu kilka godzin czekając na ratunek, to przejdą ci ryzykanckie pomysły, ściganie się... Wtedy jest duuużo czasu, by się zastanowić nad sobą, nad życiem, nad obecnością Boga w moim życiu...
Baca ma rację - podobne doświadczenie spotkało mnie podczas oczekiwania na możliwość wyjścia z Jaskini Koralowej na Jurze.
Było nas kilkanaście osób, każdy che już wyjść. Zjazd na dół to góra 5min/osoba. Wyjście - ponad 20minut/os. Jedna lina. I człowiek czeka w kolejce, obmarzają mu ręce, ma dość ciemności. Latarka po wielu godzinach zaczyna przygasać. A 20m nad głową, przez maleńki otwór wpadają promyki nadziei - światła, ciepła, bezpieczeństwa... Ale żeby się tam dostać, to trzeba poczekać - pokornie poczekać. Czas się niesamowicie dłuży, praktycznie nie czuć jego upływu. Wokół ciemność, słychać tylko kapanie wody. W końcu moja kolej. Jednak najgorsze dopiero przede mną - niesamowity wysiłek "wciągnięcia" swoich kilogramów tyle metrów w pionie - rozruszania zmarzniętych mięśni, niepewnych chwytów liny rozmoczonymi dłońmi, ryzyko pomyłki, uszkodzenia sprzętu. Na górze - satysfakcja, że się udało i niesamowita radość, jak wielkim darem jest życie na powierzchni

Każdemu kto twierdzi, że jest pokorny, że potrafi sobie zawsze poradzić, że jest odważny polecam takie doświadczenie. Te kilka godzin pod ziemią zmienia nastawienie - na długo





